Mówiłem, że skombinuję fragment? I skombinowałem! W końcu ma się te dojścia, co nie? Oto proszę państwa, premiera kolejnego fragmentu siódmej części Felixa, Neta, Niki i Manfreda. OK, OK, zagalopowałem się. Wiem, że mnie nie ma w tytule, choć przecież jestem jedną z najważniejszych postaci. Co gorsza, z tego co widzę przeglądając niezredagowany jeszcze tekst powieści, w tej części będzie mnie zdecydowanie mniej niż w poprzednich. Ale nie jestem obrażalski, jestem ponad to. Fragment i tak Wam pokażę. Więc… lejdis and dżentelmen, oto premiera kolejnego fragmentu siódmej części Felixa, Neta i Niki (z Manfredem w domyśle):
– Nie ma jej … – Net na czworakach krążył po podłodze. Podwinął brzeg skóry niedźwiedzia, na ile było to możliwe bez przesuwania siedzących przed kominkiem feriowiczów. Najbliżej była Regina. – Przesuń się kawałek – poprosił. – Siedzisz na… klapie.
– Klapie? – Dziewczyna uklękła obok i spojrzała na metalowe kółko, które właśnie odsłonił Net.
– Upadła mi tu gdzieś płytka z literą od scrabbli. – Net zajrzał dalej pod odwiniętą skórę, a gdy tam nie znalazł zguby, chwycił kółko.
– Nawet o tym nie… – stojąca kawałek dalej Nika nie zdążyła wypowiedzieć całego ostrzeżenia, bo Net w ułamku sekundy przeszedł od pomysłu do realizacji. Pociągnął za kółko. Klapa uchyliła się na kilkanaście centymetrów. W pierwszym momencie z ciemnej dziury powiało wilgotnym zimnem. Chwilę później było już znacznie gorzej.
Klęcząca najbliżej Regina usłyszała to pierwsza i przezornie odsunęła się od otworu. Nika poczuła ukłucie niepokoju, a Felix zaczął wstawać, by zrobić cokolwiek, choć jeszcze nie wiedział co. Konkurencyjna paczka, siedząca na wprost przyjaciół przygotowała się do wejścia pod stół. Natomiast reszta towarzystwa zauważyła, że coś jest nie tak, dopiero gdy w jadalni zaroiło się od chaotycznie poruszających się w całkowitej ciszy czarnych kształtów.
– Zamknij! – krzyknął Felix.
Net puścił ucho i klapa opadła z hukiem. Było już jednak za późno. Pierwsza zaczęła piszczeć Natalia. Zerwała się i podskakując oraz strząsając z włosów niewidzialne stwory obiegła jadalnię. W jej ślady natychmiast poszła Zuza. Olimpijczycy patrzyli na to z niedowierzaniem, Tymon oderwał się od PSP, bo rzeczywistość nagle okazała się bardziej interesująca. Minęło kilka sekund, nim zagrożenie zostało rozpoznane.
– Nietoperze! – wrzasnęła Laura, na czworakach uciekając pod stół.
Tekla próbowała pójść w jej ślady, ale nagle coś dziwnego stało się z jej fryzurą. Cały jej fragment, nagle uskrzydlony, wraz z kucykami uniósł się w powietrze. Dziewczyna złapała się za głowę. Za późno. Jeden z nietoperzy odleciał z wczepioną w jego łapki treską. Tekla miała teraz znacznie krótsze, przylegające do głowy, upięte kilkoma spinkami włosy. Stała na środku, rozglądając się i nie wiedząc, co robić. Śmieszki biegały po jadalni piszcząc, skacząc i zderzając się ze sobą oraz innymi feriowiczami. Olimpijczycy uznali za stosowne opuścić imprezę. Okazało się jednak, że wcale nie jest to proste w sytuacji, gdy o twarze co chwilę ocierają się włochate zwierzątka. Potrącony przez Natalię wypchany kot wpadł do kominka.
Nika oganiała się od nietoperzy. Były znacznie szybsze i zwrotniejsze, niż ktokolwiek mógłby sądzić. Jeden wkręcił się jej we włosy. Zaczęła piszczeć, a zwierzę, przestraszone jeszcze bardziej, próbowało się wyrwać, wplątując się mocniej w rude loki. Felix chwycił go, chwilę szarpał, wreszcie wyciągnął i odrzucił w powietrze.
– Siedź pod stołem! – Pchnął ją pod blat, a sam zaczął pełznąć w na czworakach w kierunku drzwi wyjściowych.
Jadalnia w kilka sekund zamieniła się w obraz totalnego chaosu. Wypchany kot płonął, śmieszki biegały, reszta siedziała pod stołami lub próbowała, zasłaniając się przez błoniastymi skrzydłami, wydostać się z sali. Słone paluszki wylądowały na podłodze i zostały rozdeptane. Pod sufitem latały uskrzydlone kucyki, co wyglądało najbardziej upiornie ze wszystkiego. Net gapił się na to z otwartymi ustami i ręką w tej samej pozycji, w której puścił ucho klapy.
Felix dopełzł wreszcie do drzwi i otworzył je na oścież. Jak na komendę wszystkie nietoperze, również ten z kucykami, skierowały się ku wolności. Zapadła cisza. Natalia podniosła się z ziemi i roztarła kolano. Net zamrugał i rzucił się do kominka, wyciągać kota. Chwycił za drewnianą podstawkę i zdusił płomienie, uderzając nim kilka razy o miedzianą blachę pod paleniskiem. Głowa kota wykrzywiła się o sto osiemdziesiąt stopki, celując teraz nosem prosto w górę. Swąd palonej sierści wypełnił jadalnię.
Feriowicze wolno wyszli spod stołów lub zakamarków i wstali. Patrzyli na Neta, a Net patrzył na nich.
– Ups – zdołał tylko powiedzieć.